|
Media codziennie dostarczają nam praktycznie niezliczoną ilość informacji, różnorodnych definicji rzeczywistości, falę krytyki i sprzecznych opinii. Bombardują nasze zmysły powodzią kolorowych, przyciągających uwagę obrazków. Te wszystkie dane, pozyskiwane z prasy, radia, telewizji i Internetu stanowią ważny składnik naszej wizji rzeczywistości. Składnik, który trudno wykluczyć.
Media bowiem już tak głęboko wgryzły się w niemal wszystkie sfery naszego życia, że często nie zdajemy sobie sprawy, jak mocno kształtują nasze postrzeganie i opinię na dany temat. Tym, co najbardziej interesuje człowieka, są inni ludzie. Twórcy medialnych treści doskonale zdają sobie z tego sprawę i niemal każde wydarzenie starają się przedstawić za pomocą jednostkowej historii, aby „czynnik ludzki” był w niej wyraźnie dostrzegalny. Śluby znanych postaci są zatem idealnymi wydarzeniami, w rozumieniu medialnych kryteriów atrakcyjności. Przyciągają uwagę odbiorcy, ciekawego szczegółów tej uroczystości, „wykradzionych” z życia kogoś znanego z telewizji i pierwszych stron gazet. Są szeroko analizowane i oceniane. Czytelnicy, słuchacze czy widzowie budują potem na tej podstawie własne skale wartościowania – co jest podczas ślubu i wesela aktualnie modne i „glamour” a co jest po prostu zwykłym obciachem.
Polskie media kilkoma ślubami emocjonowały się szczególnie, czyniąc z nich tematy ogólnokrajowej dyskusji. Prym w takich działaniach wiedze telewizja TVN. To na jej antenie w 1998 roku można było obejrzeć pierwszy ślub na wizji - Anny Zajdler i popularnego prezentera telewizyjnego Krzysztofa Ibisza. W warszawskiej katedrze św. Jana odbyła się ceremonia w stylu iście królewskim – z wielką pompą. Zaproszono aż 800 gości, na krynolinę panny młodej zużyto 30 metrów atłasu, a Justyna Steczkowska i jej trzy siostry zaśpiewały w kościele „Ave Maria”.
Niejednej kobiecie zakręciła się zapewne łza w oku na widok takiej ślubnej scenerii. Jednak taka bogata wersja ślubu zdawała się mieć tyle samo zwolenników, co przeciwników. Ceremonii zarzucano kicz, sztuczny przepych, epatowanie bogactwem. Nie można jednak zaprzeczyć, iż ślub i wesele to było przykładem, jak w ówczesnej Polsce można było świętować „na bogato”, w iście królewskiej wersji. Krzysztof Ibisz nie jest arystokratą, wybitnym twórcą, skandalistą czy milionerem. Prezenter telewizyjny zafundował sobie taką pompę – być może przekonało to także inne młode pary do ślubu pełnego przepychu?
Pięć lat później, w roku 2003, TVN transmitowała kolejny ślub - piosenkarza Michała Wiśniewskiego i Marty Wiśniewskiej, znanej jako Mandaryna. Wiele się w ciągu tych lat zmieniło – ślub z pompą wyglądał już zupełnie inaczej – a przynajmniej ten w wizji Michała Wiśniewskiego. Założyciel zespołu „Ich Troje” był wówczas u szczytu swojej popularności – wyniosły go tam w równej mierze muzyczne dokonania, co wywoływane skandale.
TVN realizowała wówczas reality-show, dotyczące jego życia – „Jestem jaki jestem”. Jednym słowem – był na fali. Ślub i wesele w tym wypadku było profesjonalnie przygotowane niczym gotowym, medialny produkt, wprost do podania masowemu odbiorcy. Widownia miała na co popatrzeć – Michał i Marta kolorowych obrazków dostarczyli bez liku. Ślub odbył się nocą, w scenerii niemal baśniowej. Do lodowej kaplicy w Kirunie, na północy Szwecji narzeczeni podjechali saniami ciągniętymi przez renifery.
Ich stroje, awangardowe i kosztowne (łączny koszt to 40 tys. zł) można nazwać stylizacją na króla i królową śniegu. Jak na królewską parę przystało, w kaplicy zasiedli oni na lodowych tronach, pod wykutym w lodowych blokach krzyżem. Wesele odbyło się w podobnym klimacie – w sali zaaranżowanej na lodową grotę, z dostosowanym do tej stylistyki menu (np. koktajl arktyczny, wędzony stek z renifera). I znowu - dla jednych sposób, w jaki Michał i Marta powiedzieli sobie sakramentalne „tak” był niezwykle pomysłowy i romantyczny, dla innych był zwykłym kiczem i spektaklem odegranym pod publiczkę. Michał bywa nazywane polskim królem obciachu i kiczu – jednak kto wie, czy jego arktyczna ceremonia, albo chociaż jakiś jej element, nie znalazł w Polsce naśladowców?
Kasia Skrzynecka i jej obecny mąż, Marcin Łopucki, są w mediach często krytykowani za swój rzekomy brak gustu odnośnie garderoby. Ich ślub w 2009 roku siła rzeczy wzbudził więc medialne zainteresowanie. Pannie młodej trudno jednak było odmówić klasycznej elegancji – jasna, prosta sukienka na ramiączkach i niewielki bukiet storczyków stanowiły spójną, zamkniętą całość, bez zaburzających ją elementów, do których co poniektórzy dziennikarze chętnie by się pewnie przyczepili. Pan młody trochę się oddalił od kanonów klasycznej elegancji, według których najodpowiedniejszymi barwami garnituru dla mężczyzny w tym dniu są barwy ciemne.
Miał on bowiem beżowy garnitur i fular. Jednak muskularna sylwetka tego wielokrotnego mistrza świata fitness, prezentująca się w tym garniturze imponująco mogła wielu przyszłych panów młodych przekonać właśnie do takiej kreacji – kojarząc się ze strojem prawdziwego (w domyśle, dobrze zbudowanego mężczyzny). Podczas wesela, zamiast tradycyjnej polskiej kuchni, na stole pojawiły się także przysmaki kuchni włoskiej oraz wykwintne wina. Czy ten fakt utoruje drogę daniom światowych kuchni na polskie weselne stoły?
Jak wiadomo, każdy z nas inaczej reaguje na konkretne bodźce płynące z mediów. Nieodgadnione są więc skutki tego, jak na społeczne postrzeganie tego, co na ślubie można, wypada a czego nie, wpływają śluby nagłaśniane przez media. Jednak faktem jest, iż wpływają na pewno. Dla jednych pełne pompy śluby są puste i budzą drwiny, innych zachwycają oryginalnością i przepychem. Wielu z nas kopiuje ślubne i weselne rozwiązania, oglądane w telewizji czy kolorowej prasie. Podpatrujemy stroje, wystroje sal czy menu. Czasem dlatego, że nam się podobają, czasem dlatego, że chcemy się przez chwilę poczuć tak samo jak popularne postacie. Nie ma w tym jednak nic złego – dzień naszego ślubu i wesela to jeden z tych, kiedy mamy pełne prawo czuć się wyjątkowo i dążyć do tego na swój sposób.
Aktualnie media intensywnie eksploatują temat ślubu i wesela księcia Williama i Kate Middleton. Zapewne menu, kwiaty, zastawa czy dobór oprawy muzycznej wyznaczą na lata kanony tego, co obecnie jest w Wielkiej Brytanii „trendy”. Jednak mimo zapowiadanego olśniewającego ślubu i wesela aż 85% Brytyjek nie chciałoby być na miejscu przyszłej żony księcia Williama. Nie przekonuje ich nawet ślub pełen przepychu – ważniejsze jest dla nich bowiem normalne życie, do którego po ślubie Kate nie będzie miała dostępu. Być może to najlepsze podsumowanie – czegokolwiek nie dostrzeglibyśmy w mediach i cokolwiek próbowalibyśmy kopiować na naszych ślubach i weselach, najważniejsze wydaje się być to, to wydarzy się później – normalne życie. A tym musimy się już zająć, na całe szczęście, sami.
Jakub Lepiorz
|